Nie było żadnych dokumentów. Żadnych pieniędzy. Niczego, co by wyjaśniało, dokąd jechał ani dlaczego tak się oddalił. Tylko ten sam przedmiot, starannie zapakowany i położony tam, gdzie zazwyczaj trzyma się ważne rzeczy.
Brak wyjaśnień, brak normalności martwił ją bardziej niż sam obiekt.
Kiedy w końcu wyjęła go z szuflady, zdała sobie sprawę, jak dziwny był ten przedmiot.
Miał prawie stopę wysokości, był gładki w dotyku, a jego powierzchnia była pokryta misternymi, powtarzającymi się wzorami, które nie wydawały się ozdobne, a celowe. Na szczycie widniały cienkie, ruchome wypustki – niczym czułki lub kończyny z przegubami – ułożone z niepokojącą precyzją.
Nie przypominało niczego znajomego.
Nie narzędzie.
Nie ozdoba.
Nie coś, co można zrozumieć na pierwszy rzut oka.
Nikt nie potrafił wyjaśnić, do czego to służyło.