Matka, która zmuszała swoje 5 dzieci do rozrodu — dopóki nie przykuto jej łańcuchami w stodole „rozrodczej”.
Wiosną 1885 roku sąsiedzi zaczęli zauważać dziwne zmiany w domu McKennów. Sarah Whitmore, której posiadłość sąsiadowała z domem McKennów, napisała listy do siostry, w których szczegółowo opisała, jak niegdyś wszechobecne dzieci McKennów pozornie zniknęły z życia publicznego. Najstarsi synowie, Thomas i Jacob, którzy wcześniej z entuzjazmem uczestniczyli we wspólnych uroczystościach budowy stodoły i dożynkach, zniknęli. Zapytana o to, Delilah spokojnie wyjaśniła, że Bóg objawił jej potrzebę całkowitego oddzielenia swoich dzieci od duchowego upadku innych rodzin.
Tymczasem Daniel Hayes, właściciel lokalnego sklepu wielobranżowego, odnotował niepokojące zachowania w swojej księdze. Nawyki zakupowe Delilah uległy drastycznej zmianie. Typowa rodzina rolnicza kupowała nasiona, mąkę i podstawowe narzędzia. Delilah zaczęła jednak zamawiać ogromne ilości grubych lin, przemysłowych metalowych łańcuchów i dużych kłódek – przedmiotów, które, jak twierdziła, były przeznaczone dla zwierząt gospodarskich. Jeszcze bardziej niepokojące były jej ciągłe zakupy laudanum, silnego opioidu w płynie, który, jak twierdziła, był niezbędny do leczenia rzekomych dolegliwości jej dzieci. Hayes zanotował na marginesie swojej księgi, że w tych kilku okazjach, gdy dostrzegł dzieci McKenny z daleka, wydawały się być w doskonałym zdrowiu. Niemniej jednak Delilah nadal kupowała wystarczającą ilość środków medycznych, aby założyć małą izbę chorych, zamawiając nawet pasy bezpieczeństwa i narzędzia położnicze.
kontynuuj na następnej stronie
Kiedy Hayes ostrożnie zakwestionował te dość nietypowe zamówienia katalogowe, Delilah odpowiedziała mimochodem, że Bóg przygotowuje jej rodzinę do „szczególnego powołania”, które wymaga absolutnej samowystarczalności.
Za zamkniętymi drzwiami domu McKenna, to „szczególne powołanie” przybierało potworną formę. Lata później, gdy detektywi w końcu włamali się do domu, odkryli prywatne pamiętniki Delilah ukryte pod podłogą jej sypialni. Pamiętniki te, datowane na 1887 rok, ukazują kobietę, która była całkowicie przekonana, że boski nakaz usprawiedliwia absolutne okrucieństwo. Delilah obszernie pisała o swoim najstarszym synu, Thomasie, nie jako o dziecku, ale jako o narzędziu, dzięki któremu miała ustanowić czysty rodowód.
Jego nierówny charakter pisma szczegółowo opisywał systematyczne i mrożące krew w żyłach modyfikacje, jakie wprowadzał w rodzinnej stodole. Nie przygotowywał stajni dla koni ani bydła, lecz budował ośrodek rozrodu. Jego notatki zawierały drobiazgowe schematy mechanizmów blokujących, obliczenia cyklu płodności i mrożące krew w żyłach instrukcje, jak prawidłowo unieruchomić niechciane osoby.
Ostatnia szansa społeczności na zobaczenie dzieci McKenna jako wolnych ludzi nadeszła podczas brutalnej zamieci śnieżnej zimą 1889 roku. Rodzina Fletcherów, uwięziona w oślepiającym śniegu, szukała schronienia na terenie posiadłości McKenna. Zbliżając się do domu, usłyszeli niewytłumaczalne dźwięki dochodzące ze stodoły: nieomylny brzęk ciężkich łańcuchów przeplatany stłumionymi krzykami. Zanim zdążyli zbadać sprawę, Delilah otworzyła drzwi na werandę, wymachując załadowaną strzelbą. Chłodno oznajmiła, że jej dzieci cierpią na wysoce zaraźliwą gorączkę i zmusiła przerażonych sąsiadów do opuszczenia jej posesji.